Recenzje

„Swing Time” Zadie Smith – recenzja

Swing Time to moje pierwsze spotkanie z twórczością Zadie Smith, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Autorka posiada niezwykły dar – z wyjątkową wrażliwością i delikatnością porusza istotne aktualne problemy. To przykład literatury zaangażowanej, która wciąga czytelnika bez reszty, budzi refleksje i uczucia głęboko w nas ukryte. Bezimienna główna bohaterka dorastając rozwija trudne relacje z rodzicami i przyjaciółką Tracey, które naznaczą całe jej dorosłe życie. Jest niezwykle szczera i prawdziwa. Autorce udało się bezbłędnie uchwycić emocje i uczucia towarzyszące przyjaźni między kobietami, w tym również te złe – zazdrość i zawiść. Główna bohaterka, podobnie jak Tracey, jako dziecko pragnie zostać zawodową tancerką. Jednak w porównaniu z utalentowaną przyjaciółką okazuje się zupełnie przeciętna i szybko zdaje sobie z tego sprawę. To dotyczy nie tylko tej relacji. Nasza bohaterka nie charakteryzuje się niczym wybitnym, co kontrastuje mocno z wyrazistymi i silnymi kobiecymi postaciami, które ją otaczają w tym choćby matką…

„Skradzione dziecko” Keith Donohue – recenzja

Zawsze chętnie sięgam po baśnie dla dorosłych. Wplecione w fabułę elementy fantastyczne zawsze przenoszą historię na wyższy, metafizyczny poziom. Autor dysponuje nieograniczonymi środkami i przekazuje główną ideę zapakowaną w niepowtarzalne pudełko. Czytelnik z kolei daje się ponieść, godzi się na wszystko, docenia każdy zabieg autora zamiast zastanawiać się czy to w ogóle prawdopodobne? O matko, trochę to przesadzone… Obie strony – czytelnik i autor – uwolnione od oczekiwań i kagańca realizmu dają się prowadzić fantazji. Jak tego nie lubić? Skradzione dziecko to debiut autorstwa Keitha Donohue. To opowieść o poszukiwaniu tożsamości, sensu i straconych marzeń. Wiele jest w życiu momentów zawahania, a podjęte decyzje często mają wpływ na przyszłość. Jako dorośli nie zdajemy sobie sprawy z ogromu wspomnień, które choć uległy zatarciu nadal kryją się w zakamarkach naszego umysłu. Czy da się o nich przypomnieć? Zachować wiarę w marzenia? Czy jedna nieopatrznie podjęta decyzja naprawdę zaważy na całym życiu? Książka…

„Dzień ostatnich szans” Robyn Schneider – recenzja

Ciągnie mnie do książek, to fakt. Ostatnio szczególnie do takich, które długo kiełkowały w duszy autora. Z jednego małego ziarenka, jednej prostej sytuacji, czasem przez wiele lat. Biorę rozbieg czytając o historii powstawania dzieła, którego nawet jeszcze nie miałam w ręce. I rozkoszuję się. Imponuje mi trud włożony w powstanie książki, ciąg wydarzeń prowadzący do powstania tekstu, małe szczegóły mające wpływ na ostateczny jego kształt. „Dzień ostatnich szans” autorstwa Robyn Schneider był właśnie jedną z takich pozycji. Książka spodobała mi się jeszcze zanim kurier przyniósł ją pod moje drzwi. Miałam nadzieję, że się nie zawiodę bo z tymi czytelniczymi zauroczeniami to też różnie bywa. Na szczęście tym razem zaskoczyło. Książka opowiada o spotkaniu dwojga nastolatków chorych na gruźlicę, a właściwie hipergruźlicę, którą autorka wymyśliła na potrzeby powieści. Lane i Sadie przebywają w specjalnym ośrodku. Mieszkają tam i kontynuują naukę wśród innych chorych nastolatków. Są pod stałym nadzorem lekarzy i pielęgniarek…

Navigate