„Niedługo wróci” – opowiadanie

Dlaczego Tadek zdjął nasz ślubny portret ze ściany? Chodzę po domu i niczego nie mogę znaleźć. W końcu znajduję wszystkie ramy ze zdjęciami w kartonie przy drzwiach wejściowych. Zastanawia mnie dlaczego je tutaj postawił, ale już po chwili przypominam sobie jak go prosiłam by wszystkie te ramki przemalował. Farba już jakiś czas temu zaczęła się z nich sypać, aż żal było patrzeć. Uśmiecham się do siebie. Sprawił mi tym przyjemność. Patrzę teraz na to zdjęcie i przypominam sobie jaki był przystojny. Do ślubu – jako wojskowy – poszedł w mundurze. Podobnie zresztą jak mój brat Antek. Obaj wyglądali zachwycająco – wyprostowani jak struny w odświętnym umundurowaniu. Było gdzieś takie zdjęcie, na którym stoją za mną i salutują, a matowa biel sukienki kontrastuje ze zdobieniami ich stroju błyszczącymi w słońcu. Bardzo je lubię.

Czytaj dalej „Niedługo wróci” – opowiadanie

Kłucie innych nie wyleczy Cię z kompleksów!

Kolejny problem obnażania swoich słabości. Ostatnio ktoś wykorzystał przeciwko mnie wiedzę na bardzo drażliwy dla mnie temat. To coś, co ukrywam przed ludźmi, a zapytana w towarzystwie uśmiecham się i czerwienię ze zdenerwowania jednocześnie.

Jak funkcjonuje człowiek, który świadomie wbija Ci taką szpileczkę i dokręca żeby bardziej bolało?

Zdałam sobie sprawę, że taka osoba ma większe kompleksy niż ja sama! To dlatego atakuje moje czułe punkty! Wydaje jej się, że tym sposobem poprawi sobie samopoczucie.

Jestem mocno ciekawa czy poskutkowało…

Ja za to od kilku dni rozmyślam o nieprzyjemnej sytuacji i tylko coraz gorzej myślę o swoim „oprawcy”. Czy mam prawdo mieć do niego żal? Oczywiście! Czy powinnam unikać kontaktów z nim? Możliwe. Chcę zadbać o swój komfort i nie potrzebuję takiego otoczenia, więc… Wniosek nasuwa się sam.

Ślepo i mocno wierzę, że warto być dobrym. Mimo wszystko. Warto być autentycznym i życzliwym. To nie tak, że nadstawiam drugi policzek. Ja po prostu chcę sobie zaoszczędzić nieprzyjemnej dyskusji, albo wręcz kłótni. Robię to dla swojego dobra, komfortu i spokoju. Nie dlatego, że się boję, albo brak mi odwagi.

To prawda, że słowa bolą. Jednak śmiem twierdzić, że nie mogą złamać siły mojego charakteru.

Innymi słowy, jeśli wolicie prościej – nie zniżam się do tego poziomu.

Pomnażajmy dobro, bądźmy życzliwi. Wierzę, że to do nas wraca.

Prędzej czy później.

Empatyzujmy, troszczmy się o innych, ale też o siebie.

Świat potrzebuje dobrej energii, a życie już wystarczająco potrafi dopiec. 

Gotowość do okazania słabości wymaga wielkiej siły

Żyjemy w świecie paradoksów, pozorów i złudnych wrażeń. Czy to nie zastanawiające, że tylko człowiek potrafi tak dobrze udawać kogoś kim nie jest? Cała natura wydaje się pogodzona ze sobą, ze stanem faktycznym.

Tylko co do ludzi można mieć wątpliwości. Czy zawsze to co pokazują jest prawdziwe? W końcu ile razy słyszało się o komiku zmagającym się z depresją, modelce z kompleksami, albo nieszczęśliwym milionerze. Nikt by ich nigdy nie podejrzewał o takie problemy.

A jednak.

Jak to jest, że w ferworze rozwoju krajów i społeczeństw daliśmy się namówić do odgrywania ról? Jasne, że chcielibyśmy zbudować sobie tu na ziemi raj, ale czy na pewno tędy prowadzi droga?

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że dziś gotujemy tu sobie raczej piekło.

Nigdy nie używaj metafory, porównania lub innego określenia, które często widujesz w druku – George Orwell

Jeśli coś jest wyświechtanym frazesem lub tandetnym obrazkiem, to pod żadnym pozorem się nim nie posługujmy, radzi pisarz. A jednak daliśmy sobie wmówić, że istnieje skończona liczba życiowych scenariuszy, a każdy z nich da się wpisać w szablon. Świat widzimy schematami i wciąż pełno w nas wytartych motywów. Jakim cudem zużyte słowa i wzorce zyskują na sile zamiast słabnąć w przekazie?

Uważamy, że mając pieniądze musimy wyglądać na szczęśliwych, a małżeństwa bez dzieci są nieszczęśliwe. Oceniamy po pozorach i istnieją tylko dwa wyjścia – zazdrościmy lub współczujemy.

Zdarzają się oczywiście jednostki buntujące się przeciwko tym społecznym konwenansom i singielki obnoszą się swoją beztroską i życiem bez męża, za to pełnym zawodowych sukcesów.

Nadal jednak poruszamy się między dwoma punktami. Nadal skupiamy się na czarnym i białym, a szarości nie dostrzegamy.  Wszystko musi budzić wielkie emocje, reszta jest poza naszym polem widzenia. Dlaczego nie istnieje w ogólnym obiegu obraz feministki – żony i matki? Dlaczego widzimy tylko krzyczącą zgraję bab ze sztandarami, albo stłamszoną kurę domową przy garach? Gdzie podziała się cała skala przypadków nieskrajnych?

Dlaczego tak trudno przyznać się do problemów, słabości czy odmiennych poglądów?

Jak to jest, że powodem do wstydu stało się zwyczajne życie bez fajerwerków?

Czy w dobie wyretuszowanych zdjęć i instagramowych pozorów naprawdę trzeba sobie dorobić trochę szczęścia i poudawać przed innymi?

Życie między idealnymi sąsiadami i znajomymi może być trudne i frustrujące. Oczywiście pod warunkiem, że uwierzy się temu obrazkowi i swojemu zazdrosnemu ego.

W efekcie wszyscy czujemy się gorzej. Jesteśmy psychicznie osłabieni wszechobecnym „życiem beztroskim i na bogato”, które prowadzą inni.

Ale nie my.

My zamknięci w czterech ścianach, leżąc w łóżku czytamy o imprezujących, pełnych energii wiecznie młodych ludziach, którym kasa spada z nieba, a wakacje same się organizują.

Trudno nie ulec pokusie by choć na zewnątrz upodobnić się do tych „ludzi sukcesu”. Dla własnego dobra lepiej jednak odstawić wirtualny świat, a na realny patrzeć trzeźwym wzrokiem.

Rozmawianie o problemach również może pomóc w ich przeżywaniu. Zdaje się, że okazywanie słabości i konfrontowanie się „prawdziwą twarzą” ze światem wymaga siły, ale nie osłabia. Przeciwnie – wspiera nasze zdrowie psychiczne i z pewnością zjedna nam ludzi.

W końcu, kto lubi słuchać przechwałek i patrzeć na twarze bez skazy?