Gotowość do okazania słabości wymaga wielkiej siły

Żyjemy w świecie paradoksów, pozorów i złudnych wrażeń. Czy to nie zastanawiające, że tylko człowiek potrafi tak dobrze udawać kogoś kim nie jest? Cała natura wydaje się pogodzona ze sobą, ze stanem faktycznym.

Tylko co do ludzi można mieć wątpliwości. Czy zawsze to co pokazują jest prawdziwe? W końcu ile razy słyszało się o komiku zmagającym się z depresją, modelce z kompleksami, albo nieszczęśliwym milionerze. Nikt by ich nigdy nie podejrzewał o takie problemy.

A jednak.

Jak to jest, że w ferworze rozwoju krajów i społeczeństw daliśmy się namówić do odgrywania ról? Jasne, że chcielibyśmy zbudować sobie tu na ziemi raj, ale czy na pewno tędy prowadzi droga?

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że dziś gotujemy tu sobie raczej piekło.

Nigdy nie używaj metafory, porównania lub innego określenia, które często widujesz w druku – George Orwell

Jeśli coś jest wyświechtanym frazesem lub tandetnym obrazkiem, to pod żadnym pozorem się nim nie posługujmy, radzi pisarz. A jednak daliśmy sobie wmówić, że istnieje skończona liczba życiowych scenariuszy, a każdy z nich da się wpisać w szablon. Świat widzimy schematami i wciąż pełno w nas wytartych motywów. Jakim cudem zużyte słowa i wzorce zyskują na sile zamiast słabnąć w przekazie?

Uważamy, że mając pieniądze musimy wyglądać na szczęśliwych, a małżeństwa bez dzieci są nieszczęśliwe. Oceniamy po pozorach i istnieją tylko dwa wyjścia – zazdrościmy lub współczujemy.

Zdarzają się oczywiście jednostki buntujące się przeciwko tym społecznym konwenansom i singielki obnoszą się swoją beztroską i życiem bez męża, za to pełnym zawodowych sukcesów.

Nadal jednak poruszamy się między dwoma punktami. Nadal skupiamy się na czarnym i białym, a szarości nie dostrzegamy.  Wszystko musi budzić wielkie emocje, reszta jest poza naszym polem widzenia. Dlaczego nie istnieje w ogólnym obiegu obraz feministki – żony i matki? Dlaczego widzimy tylko krzyczącą zgraję bab ze sztandarami, albo stłamszoną kurę domową przy garach? Gdzie podziała się cała skala przypadków nieskrajnych?

Dlaczego tak trudno przyznać się do problemów, słabości czy odmiennych poglądów?

Jak to jest, że powodem do wstydu stało się zwyczajne życie bez fajerwerków?

Czy w dobie wyretuszowanych zdjęć i instagramowych pozorów naprawdę trzeba sobie dorobić trochę szczęścia i poudawać przed innymi?

Życie między idealnymi sąsiadami i znajomymi może być trudne i frustrujące. Oczywiście pod warunkiem, że uwierzy się temu obrazkowi i swojemu zazdrosnemu ego.

W efekcie wszyscy czujemy się gorzej. Jesteśmy psychicznie osłabieni wszechobecnym „życiem beztroskim i na bogato”, które prowadzą inni.

Ale nie my.

My zamknięci w czterech ścianach, leżąc w łóżku czytamy o imprezujących, pełnych energii wiecznie młodych ludziach, którym kasa spada z nieba, a wakacje same się organizują.

Trudno nie ulec pokusie by choć na zewnątrz upodobnić się do tych „ludzi sukcesu”. Dla własnego dobra lepiej jednak odstawić wirtualny świat, a na realny patrzeć trzeźwym wzrokiem.

Rozmawianie o problemach również może pomóc w ich przeżywaniu. Zdaje się, że okazywanie słabości i konfrontowanie się „prawdziwą twarzą” ze światem wymaga siły, ale nie osłabia. Przeciwnie – wspiera nasze zdrowie psychiczne i z pewnością zjedna nam ludzi.

W końcu, kto lubi słuchać przechwałek i patrzeć na twarze bez skazy?