„Dobre wrażenie i rozwój się wykluczają”– przejrzyj na oczy

Co więcej dobre wrażenie to rzecz bardzo subiektywna.

Każdy z nas ma potrzebę bycia akceptowanym i lubianym. Nie ma siły żeby tę potrzebę przeskoczyć. Bywa nawet, że staramy się koniecznie komuś zaimponować by nas polubił. Z rozgoryczeniem przyjmujemy informację, że ktoś inny za nami nie przepada. No bo jak to? Ja się tak staram, jak może mnie nie lubić?

Podobnie sytuacja się ma kiedy kreujemy swój wizerunek, czy to zawodowy czy prywatny, staramy się sprawiać ogólnie dobre wrażenie. Otaczamy się pięknymi przedmiotami, dbamy o mieszkanie i kupujemy pachnące nowością auta. Wszystko po to, by sprostać pewnym wymogom, żyć na poziomie i przyciągać do siebie ciekawych ludzi.

Jako nastolatka marzyłam by zostać bizneswoman albo prawniczką i biegać od spotkania do spotkania w garsonce i na wysokich obcasach. Długo widziałam w wyobraźni taką wersję dorosłej siebie. Była dla mnie oznaką poziomu, statusu społecznego. Zdawało mi się, że będę z siebie w takiej formie zadowolona, bo przecież od razu widać, że odniosłam sukces. Wszystko o tym świadczyło – praca, ubranie, priorytety, zapewne też mieszkanie i samochód. To był dla mnie synonim szczęścia.

Nie wiem kiedy zdałam sobie sprawę, że tej mnie nigdy nie będzie. Nie ma prawa być. Bo ani nie nadaję się specjalnie do biznesu, ani nie poszłam na studia prawnicze. Więc jak niby miałoby do tego dojść?

Po studiach rozpoczęłam pracę w biurze, która wydawała się być odpowiednim kompromisem. Tak, kompromisem. To słowo już wtedy powinno mnie zaniepokoić. Dość szybko okazało się, że taka praca jest czymś innym niż sobie wyobrażałam. Byłam sfrustrowana, niedoceniona, miałam ręce pełne roboty i mocno mgliste szanse na rozwój czy podwyżkę.

Na chwilę pogodziłam się z przekonaniem, że każda praca ma swoje wady i tak już po prostu musi być. Praca biurowa to w końcu coś, o co dzisiejsze społeczeństwo dałoby się pokroić. W większości. Zatem plusem mojej sytuacji był status, który jak mi się zdawało taka praca zapewniała.

Trwałam w tym błogim niezadowoleniu do czasu, kiedy usłyszałam z ust niedawno poznanej osoby kłujące słowa „w pracy to ty się przecież opieprzasz i tylko kawki pijesz”. Zabolało. Głównie dlatego, że nie było w tym ani ziarnka prawdy. Nie odpowiedziałam.

Jakiś czas później uznałam, że taka uwaga była mi chyba nawet potrzebna. Zdałam sobie sprawę, że wcale mi na opinii tej osoby nie zależy. To zupełnie nieważne co myślą ludzie, którzy mnie nie znają. W takim razie komu ja chcę zaimponować? Czemu tkwię w miejscu, które nie daje mi absolutnie nic poza frustracją? Bo zdawało mi się, że dobrze to wygląda z zewnątrz? Czy nie czas pójść drogą, która mnie uszczęśliwi?

Tak, im szybciej tym lepiej.

Prawda jest taka, że nie ważne czy jesteś urzędnikiem, lekarzem, listonoszem czy budowlańcem i tak znajdzie się ktoś, kto oceni cię pochopnie, nietrafnie i przy tym skrzywdzi złym słowem. Skoro nie dogodzisz wszystkim, zacznij bez względu na pozory dbać o siebie. Co komu do tego, że twój pomysł na życie jest nietypowy? Zrealizuj go i bądź zadowolony z siebie. Próba zadowolenia innych zawsze kończy się fatalnie.

Rozwijaj się zamiast tworzyć pozory.

Żyj, zamiast sprawiać wrażenie, że żyjesz.

Efekty przyjdą niebawem i przerosną twoje oczekiwania.